Zaloguj się
Cytuj

"[27 lutego 1954]"

Źródło: tei.nplp.pl
Cytowany dokument: [27 lutego 1954], Grydzewski Mieczysław właśc. Jerzy Grycendler
Data aktualizacji: 26 kwiecień, 2021
54 Bloomsbury St.W.C.1
27.II.54
Drogi Kaziu. – Widocznie zaszła pomyłka w moim spisie, bo w Britishu oczywiście jest i Ziemia, i Krzyże, i Korzec. Forgotten Battlefield przyślij.
Adres Vincenza: 36 r. Vaneau Paris VII, ale nie posyłaj mu pieniędzy, bo to już załatwione. Co to za wieczór w Nowym JorkuMowa o organizowanym Wierzyńskiemu w Nowym Jorku przez Polski Komitet Imigracyjny i Klub Literacko-Artystyczny „Zielony Balonik” „Obchodzie jubileuszowym” z okazji przypadającego w 1954 r. trzydziestopięciolecia jego twórczości i jednocześnie sześćdziesiątych urodzin; uroczystość odbyła się 28 marca. Szerzej zob. B. Dorosz, "Jubileusz trzydziestopięciolecia twórczości (marzec 1954)" i nota "28 marca 1954 (niedziela)", w: taż, "Nowojorski pasjans", Warszawa 2013, s. 357–369, 481–483.? Czy to jubileusz? Myślę, że będzie najprościej, jeżeli ktoś z Twoich znajomych weźmie przemówienia i przyśle. Przecież i tak ktoś musi o tym napisać. Nie wiem, do kogo się zwrócić, załatw to sam najlepiej, po co ceremonie? List do Sakowskiego już przyszedł. Hedley ma uraz, ale nie wierzę w inspirację polityczną, jak przypuszcza Terlecki. Żółtowski mówił Strońskiemu, że wygląda jak ze Złoczowa, więc może to po prostu parch i wcale nie musiał się uczyć po polsku. (Zniszcz ten list, bo u Was podobno jak kto parch to zaraz święty). Drukuję list GlińskiegoKazimierz Wierzyński pisał do Mateusza Glińskiego 22 września 1959 r. na temat jego studiów nad korespondencją Chopina do Potockiej: „Drogi Panie Mateuszu! Cieszę się, że Pan zabrał się do tej rzeczy. Nie chodzi mi o mnie, bo to tempi passati i co innego teraz mnie absorbuje. Ale – jak przed laty – jestem nieodmiennie zdania, że wystawi sobie Pan pomnik polskiej chopinologii, jeśli wyświetli Pan tę sprawę zaciemnioną przez Hedleyʼa. Ważne jest to, żeby Pan zaczął i skończył słuszną batalię, w której racja jest po Pana stronie. Winszuję Panu startu i życzę szczęśliwego dalszego ciągu. Ściskam dłoń, ręce Pani Zosi całuję – Kazimierz Wierzyński” (cyt. za: "Testament Mateusza Glińskiego spisany przez Zofię Glińską", Londyn 1982, s. 80–81). Zob. M. Gliński, "List do redaktora „Wiadomości”: O listach Chopina do Delfiny Potockiej", „Wiadomości” 1954, nr 12 (416) z 19 marca., ale to nieszczególny obrońca. Łobodowski pisał mi 15 bm., że nie jest tak źle, jak napisał Hemar, ale nie tak dobrze, jak pisali pewni ludzie z Madrytu. Potocki twierdzi, że to dość długo potrwa, bo ogniska się jeszcze nie zasklepiły, czy coś w tym rodzaju. Carol jest w drodze. Gdybym miał więcej czasu, opisałbym Ci dzieje wszystkich Pamel, Violet, Janet, Thelm, Joan, Joyce itd. Co do niespodzianki, jeśli nieprzyjemna, nie pisz. Ale ja mam większą. Czy wiedziałeś, że Leszek pisze dziennikiPrzesyłki tej dotyczyła wymiana korespondencji między Lechoniem i Grydzewskim. Poeta pisał [między 7 a 24 lutego 1954 r.]: „Witoś [Witold Mieczysławski] zabiera ze sobą 15 tomów mego "Dziennika", to znaczy się wszystko poza pierwszym zeszytem, któryś już spotrzebował i XVII-tym, jeszcze nie skończonym. […] proszę Ciebie i Julka, abyście byli tak dobrzy i rozejrzeli się w tym. […] Myślę […], że z tych 1500 stronic może 300 dałoby się wybrać […]. Liczę więc na Was, że coś z tego wykroicie […]. Jest to lektura dla Ciebie, Julka, nikogo więcej”; 24 lutego 1954 r. redaktor odpowiadał: „Kajam się, kajam się, kajam się, jeszcze wczoraj wyszydziłem biednego Weintrauba za łatwowierność. Wielki trill mojego życia. Telefon od Julka, że będzie po południu z jakimś panem z Ameryki w bardzo ważnej sprawie. Domyśliłem się, że to Witoś, boś przysłał list do niego, ale nic więcej. Za to Grocholski, kiedy przyszedł wieczorem i zobaczył kajety, od razy wykrzyknął: «Dzienniki Lechonia!». Nie czytałem jeszcze nic, jutro zabieram do domu i zaprzęgam Julka i Stefcię do roboty. Bardzo, bardzo dziękuję, wielka przyjemność” (M. Grydzewski, J. Lechoń, Listy 1923–1956, oprac. B. Dorosz, Warszawa 2006, t. 2, s. 193–194, 195–196).? Mam je w redakcji. Przysłał kilkanaście tomów. Tysiąc stron druku. Nie blaguję. Daję słowo. Dawniej zaklinałem się na biedną Fugę. Ale nie mów mu o tym, bo może on nie chce, by kto wiedział, że pisze dziennik.
Ściskam Cię najserdeczniej.