8 marca 54. Kochany Mietku, Ostatnie słowa, bo za pół godziny Halusia wiezie mnie na stację, jadę do N.Y., a potem do Chicago. Dziękuję Ci za życzenia i za miły, rozumny list. O jakiej Ty fotografii piszesz? Nic nie rozumiem. Nic nie ogłaszaj! Załączam Ci fotosik Grzesia, pokaż to Terleckiemu, bo on się Grzegorzem bardzo interesuje. Oczywiście to nie do prasy. Do Balińskiego pisałem przed Świętami z życzeniami świątecznymi, bo on przysyłał mi je corocznie, a chciałem raz chociaż go uprzedzić. Tego roku właśnie mi ich nie przysłał. To zresztą taktowne. List wysłałem przed otrzymaniem „Wiad[omości]”<desc>S. Baliński, "Chopin wiecznie aktualny", „Wiadomości” 1953, nr 51–52 (403–404) z 27 grudnia. Baliński pisał: „[…] W moim przekonaniu rzekome listy Chopina do Delfiny są falsyfikatami, i to falsyfikatami zrobionymi niezbyt zręcznie. Ogłoszone fragmenty nie robią wrażenia, by je mógł pisać człowiek, którego styl, swoiste sformułowania, jowialności, «odruchy pisarskie», manieryzmy, znamy tak dokładnie z setek jego autentycznych listów. […] Gdyby więc łączyła Chopina z Delfiną głębsza miłość, musiałaby do niego pisywać a Chopin byłby jej listy niewątpliwie przechowywał. Przypuszczenie, że je zniszczył, aby jej nie kompromitować, nie wytrzymuje krytyki. Jeśliby nawet zniszczył listy kompromitujące, to znając jego kult pamiątek i wspominek, zachowałby jakieś listy «niekompromitujące». Zwłaszcza, że Delfina nie dbała zbytnio o swą opinię. Jedyny ślad korespondencji, jaki się uchował, to krótka kartka, która mu przysłała z Aix-la-Chapelle wczesnym latem 1848. Kartka owiana jest wielką serdecznością, prostotą i braterską przyjaźnią. Osobiście wydaje mi się, że «namiętnej miłości» między Delfiną a Chopinem nie było. Co najwyżej <hi>une amité amoureuse</hi> jeśli użyć popularnego wyrażenia z tamtych czasów”.</desc> z jego artykułem i przed przeczytaniem artykułu. Gdybym był artykuł przeczytał przedtem, nie pisałbym do niego, bo uważam artykuł za złośliwość wobec mnie. Mianowicie zacytował jako jedyny „autorytatywny głos” jedyną nieprzychylną recenzję francuską (nie recenzję, ale głos w związku z moją książką) spośród dwustu przyjaznych, opartą na głupim wywodzie, już zresztą obalonym. Nie winszowałem mu ani artykułu, ani niczego innego,*) Tu istnieje powszechna opinia, aby dać mu jakąś nagrodę – i to go uspokoi. To nie moja opinia, ale przyłączam się do niej. Kto to jest Roda? Ściskam Cię serdecznie i jeszcze raz dziękuję Kazimierz Odręczny dopisek na górnym marginesie (do góry nogami): *) Proszę Cię o sprostowanie tej tendencyjnej pogłoski wobec znajomych i przyjaciół. Odręczny dopisek na lewym marginesie: Hedley „obrobił” też Francję, m.in. panią Ganche, ale tam nie miał powodzenia.