Dostępna jest jedynie kopia drugiej strony listu, bez daty i nagłówka; datowanie przybliżone na podstawie informacji zawartych w liście. Czy podczas climaxu?Spolszczenie od ang.: climax – kulminacja; orgazm. Napisz dokładnie, a listy niszcz, bo powiedzą, że to apokryfy. Oderwałem się teraz od pracy, do której takie rzeczy są mi potrzebne. Nie masz pojęcia, jak dobrze czułem się w tej robocie, marzę, by do niej czym prędzej wrócić. Czekam, pisz. Byłem pięć dni w ChicagoObchody jubileuszu trzydziestopięciolecia pracy pisarskiej Kazimierza Wierzyńskiego w Chicago były bardzo bogate. Podróż trwała od 8 do 13 marca. Wizyta Wierzyńskiego w Chicago odbyła się na zaproszenie Stowarzyszenia Samopomocy Nowej Emigracji. Poeta wygłosił odczyt "Jak pisałem książkę o Szopenie", odwiedził redakcje polskich gazet „Dziennika Związkowego” i „Dziennika Chicagowskiego”, zaproszony był na śniadanie przez Syndykat Dziennikarzy Polskich, brał udział w zebraniu Polskiego Klubu Artystycznego, spotkał się z amerykańską organizacją „Friends of Literature”. Zob. "Polonia w Chicago pięknie uczciła 35-lecie pracy literackiej K. Wierzyńskiego", „Nowy Świat”, Nowy Jork 1954, nr z 22 marca 1954 r. oraz B. Dorosz, "Jubileusz trzydziestopięciolecia twórczości (marzec 1954)" i nota "28 marca 1954 (niedziela)", w: taż, "Nowojorski pasjans", Warszawa 2013, s. 357–369 i 481–483., w charakterze króla noszonego na rękach. Wzmiankę załączam, bo pewnie nikt Ci nie napisze"Kronika: 35-lecie „Wiosny i wina”", „Wiadomości” 1954, nr 15 (419) z 11 kwietnia.. Jest tam grupa poetów, wszyscy uzdolnieni, ale w jakże trudnych warunkach pracują!Po latach Wierzyński wspominał: „Kilka lat temu przyjechałem do Chicago na mój wieczór autorski. Byłem gościem pisarzy zebranych przy istniejącym wówczas «Żywym Dzienniku». Później miała z tego powstać grupa literacka, dla której znaleziono nazwę nie bez dowcipu «Zaścianek Chicagoski», ale jakoś na tej nazwie się skończyło. Moi gospodarze byli młodymi ludźmi. Przewodniczył im p. Józef Białasiewicz, dziennikarz i księgarz, a patronował im p. Kazimierz Nawrocki, polonista, któremu brakło tylko sutanny, by z powodzeniem uchodził za księdza. Wśród poetów najlepiej znałem Wiktora Londzina, który używa pseudonimu Jan Leszcza. Znałem go z korespondencji. Przysyłał mi swoje wiersze, dopytywał się o zdanie, radził się mnie i pozwalał mi na rozmaite interwencje, śmiałego intruza na cudzym podwórku” (K. Wierzyński, "Zbigniew Chałko", w: tenże, "Szkice i portrety literackie", oprac. P. Kądziela, Warszawa 1990, s. 212). Rawicki powiedział mi, że przestałeś go drukować, odkąd zwierzył Ci się, że „nie ma wykształcenia”. Wyśmiałem go, jest to jednak chłopak z urazami, borsuk w ciemnej norze, i dobrze by było, gdybyś napisał do niego o wiersze, bo mówił mi, że ma nowe. Czy nie zechciałbyś wyświadczyć mi przyjacielskiej przysługi i nie zająłbyś się tomem moich zebranych wierszy, na który przysłałbym Ci pieniądze obiecane mi na ten cel w Chicago? Tu wydać nie można, nie opłaca się. Jaki byłby kosztorys takiego tomu na dobrym papierze i w dobrej drukarni? Całość objęłaby około 700 stron, chciałbym mieć format <hi>Róży wiatrów</hi><desc>Tom miał wymiary 140 × 220 mm i ukazał się w twardej oprawie.</desc> lub amerykańskiej edycji <hi>Krzyżów i mieczów</hi><desc>Tom miał wymiary 140 × 220 mm i ukazał się w twardej oprawie.</desc>. Można by w takim wypadku drukować dwa dwustrofowe wiersze na stronie, co dałoby trochę oszczędności. Czy mógłbyś mi przysłać taki kosztorys? Jeśli Ci to z jakiegokolwiek względu nie odpowiada, do kogo mógłbym się zwrócić w tej sprawie? Proszę Cię, pomyśl o tym w życzliwym nastroju i daj mi znać.* Kiedy wyjdą wiersze Leszka, wszyscy się o nie dopytują, tu i w Chicago? „Wiadomości” spotykałem często, ale nigdzie nie widziałem kompletu. (Ja go też nie mam i nie znam nikogo, kto by go miał). Ściskam Cię serdecznie i mocno Kazimierz Odręczny dopisek na lewym marginesie: * Nie myślę o subskrypcji. Czy „Wiad[omości]” mogłyby figurować jako wydawca? Jaka byłaby w przybliżeniu cena?