14 lutego 55. Kochany Mietku! Byłem chory pięć dni na grypę, potem wyjechałem na pięć dni do N.J., wczoraj wróciłem i zaraz odpisuję. Dziękuję Ci za list HenrykaChodzi najprawdopodobniej o list od Henryka Sztompki., który zresztą do nas nie pisał. Zawsze mnie takie odezwania wzruszają, to coś jak głos ducha. Nie poddaję się wspomnieniom, ale jeśli je rozbudzi taki znak, prawie z innego świata, długo nie mogę się uspokoić. Coś podobnego doświadczyłem, pisząc o Tobie Zob. list 489, przyp. 1 do listu …………………. [KW do MG z 8 maja 1954].. Co za szmat czasu przeżyliśmy razem! Dodaj do tego, że mam za sobą jeszcze wojnę, niewolę i gwałtowne przejścia z tamtego okresu, a nie posądzisz mnie o literaturę, gdy powiem, że często tracę poczucie jedności czasu. Wydaje mi się, że żyłem już kilka razy, jedno życie skończyłem z pierwszą wojną, drugie z drugą, i że to poszarpane istnienie łączą tylko wątłe związki. Dlatego obszedł mnie bardzo incydent z LeszkiemZob. J. Lechoń, Wbrew modnym przesądom, „Gazeta Polska” 1936, nr 228 – była to recenzja tomu poetyckiego Wierzyńskiego Wolność tragiczna (Warszawa 1936)., nie incydent, bo to ciągnie się od lat. Nie miałem breakdown’uAng. Załamanie., o co pytałeś Wittlina, wystarczyła mi świadomość, że rwie się – i to ostatecznie – coś, co powinno było przetrwać. Leszek patrzy na mnie teraz okiem zbójeckim. Jemu wolno było mnie zaczepić, ale mnie nie wolno odpowiedzieć. Egotysta jest to człowiek, dla którego świat składa się z jednej osoby, z niego samego, reszta dwunożnych ssaków to tylko tło. On ma zawsze rację, inni nie mają jej nigdy. I tak dalej, nie chce mi się już o tym pisać. Proszę Cię tylko o jedno. Jeśli pomyślisz, że jestem w tej sprawie wariatem, zawahaj się sekundę i odwróć monetę na drugą stronę. Gdyby LeszekNie było odpowiedzi J. Lechonia na polemiczny list Wierzyńskiego do redakcji „Wiadomości”. Warto dodać, że fragment jego tekstu Dziedzictwo całego świata, „Wiadomości” 1954, nr 47 (451) z 21 listopada, który wywołał oburzenie i polemikę Wierzyńskiego nie znalazł się w książkowym wydaniu J. Lechonia Aut Caesar aut nihil (Londyn 1955). mi odpowiadał, co pewnie zrobi, może byłbyś łaskaw przysłać mi pocztą lotniczą odpowiedni wycinek z numeru, bym mógł mu z kolei odpowiedzieć szybciej, a nie po miesiącu lub dwu – wiesz, że pismo przychodzi tu nieregularnie, czasem z kilkutygodniowym opóźnieniem. Tak jak nigdy nie zabierałem głosu w polemikach, tym razem postanowiłem nie pozostawić nic bez odpowiedzi. Nawiasem mówiąc, dostałem w tej sprawie dwa listy (wcześniej niż „Wiad[omości]” z moim listem), jeden z Kanady, drugi z Francji. Z Kanady piszą mi: „Nikt z nas nie rozumie, dlaczego L[echoń] w studium o Ameryce dotarł aż do Pana i właściwie nikt nie rozumie, o co mu chodziło”Nie udało się ustalić, od kogo list cytuje Kazimierz Wierzyński.. A czy Ty rozumiesz? Rafał, o którego pytasz, to też facet przeżarty własnymi jadami, mimo że choroba wiele tłumaczy. Zaczęło się to jednak przed chorobą, przypomnij sobie Paryż i jego listę „wyroków śmierci”. Nie wiem, czy był formalnie członkiem redakcji „Gazety Polskiej”, wiem natomiast, że należał do jej stałych i uprzywilejowanych współpracowników. Pamiętam np. że posłano mu legitymację redakcyjną, by mógł używać bezpłatnego biletu kolejowego, gdy wyjeżdżał z Zakopanego. Pisywał do „G.P.” przez wiele lat, sam adjustowałem jego artykuły przez pewien czas. Przypominam sobie, że wystarałem się o podwyżkę honorarium dla niego – z 50 zł na 75 zł za artykuł, co było świetnym wynagrodzeniem. Poza tym był jedynym „sanacyjnym” malarzem, jego obrazy wisiały we wszystkich ministerstwach, a Stryjeński i Skoczylas pakowali je na każdą wolną ścianę. Co najważniejsze, Grażyński sprowadził go na ŚląskRafał Malczewski za namową Ferdynanda Goetla spędził kilka miesięcy 1934 r. na Śląsku i w Beskidach, gdzie malował pejzaże przemysłowe. W maju 1935 r. miał wystawę „Czarny Śląsk” w Instytucie Propagandy Sztuki w Warszawie, gdzie pokazał cykl 34 akwarel i obrazów olejnych. W grudniu 1935 r. wystawę tę pokazano w sali recepcyjnej Urzędu Województwa Śląskiego w Katowicach. Zob. D.orota Folga-Januszewska, Malczewski i mit Zakopanego, Olszanica 2006, s. 204., z czego powstała potem specjalna, niestety nieudana wystawa, malował też COP. W ogóle żył z rządu, a jeśli zabrakło tej pomocy, wpadał w nędzę. Pretensje jego to naprawdę szczyt stosowanej pamięci. Dziękuję Ci za wycinek Kozarynowej. Cieszę się jej komplementem nie tylko dlatego, że to ulubiona moja pisarka, ale także mądra pani, wielka kultura i świetne pióro. Gdybym był na Twoim miejscu, namówiłbym ją na większą pracę – przysłużyłbyś się literaturze. Dlaczego w spisie książek współpracowników „W[iadomości]”<desc>W „Wiadomościach” 1955, nr 6 (462) z 6 lutego w rubryce mającej charakter reklamowy (w ramce), zatytułowanej<hi> W r. 1954 ukazały się następujące książki i broszury współpracowników</hi> „Wiadomości” znalazło się 29 nazwisk różnych autorów.</desc> za rok 1954 zapomnieliście o <hi>Życiu Ch[opina]</hi> i <hi>[Siedmiu] Podkowach</hi>? Przecież wyszły w marcu ub.r. Ładnie o mnie pamiętacie. Z wierszy Leszka podobał mi się najbardziej Edyp. Czy to ten wiersz, który i Tobie przypadł do gustu? Teraz główna sprawa. W Chicago zebrano $ 1 000 na wydanie moich <hi>Poezji zebranych</hi>. Chcę Cię spytać, czy warto i można zaczynać z tą sumą? Niedługo mają zebrać więcej. Czy byłbyś łaskaw zająć się tym i na jakich warunkach? Piszę o tym z lękiem, bo to okropna robota, koło 1000 stron, i nie wiem, czy można kogoś, nawet Ciebie, o to prosić. Odpowiedz mi szczerze, a gdybyś poszedł na to, napisz mi, jak to zorganizować, tzn. jakie są zasady takiego wydawnictwa. Czy może obejść się bez subskrypcji? Dalej. W Chicago można by dostać, zdaje się, trochę pieniędzy na „W[iadomości]” z Legionu Młodych Polek, który subsydiował kilka numerów „Kultury”. Zacząłem rozmowy i korespondencję w tej sprawie już dawno i bez porozumienia się z Tobą i teraz wszystko jest właściwie gotowe do akcji. Chodzi o to, byś zwrócił się do Legionu z listem. Napisz, czy Ci to odpowiada, a uruchomię cały interes i dam Ci znać, kiedy do nich się zwrócić. Napisz też coś weselszego. Od wieków nie słyszałem o Rhodzie. Co porabia, jak wygląda? Ściskam Cię serdecznie Kazimierz Odręczny dopisek na lewym marginesie drugiej strony: Nie ogłaszaj fragmentu Wańkowicza j a k o p o w i e ś c i, bo to nie powieść. Bez sensu.