27.10.55 Drogi Żuczku. – Tak się złożyło, że niemal jednocześnie przeczytałem <hi>To Have and To Have Not</hi> tego brodatego barbarzyńcy i nudziarza Hemingwaya, a potem – nie uwierzysz: <hi>Pana</hi>. Miałem wrażenie, że zwlokłem się z barłogu w slumsie i zanurzyłem się w pachnący żywicą strumień. Wiem, że byłeś hamsunistą i majaczy mi się Twój wiersz o poruczniku Glahnie i o Ezopie. Na wszelki wypadek posłałem Ci tę książkę. Zachwycające. Cóż za swołocz pisze teraz książki. Pani Kozarynowa*) pisze: „Bardzo miły jest Wierzyński, dziękuję – choć mocno przeholował – ale właśnie to przeholowanie jest miłe i właśnie za to dziękuję”. Tu krążą pogłoski, że przyjeżdżacie. Jakżebym się cieszył. Ty i Halusia jesteście jednymi z nielicznych ludzi (kto wie nawet czy nie…), których chciałbym zobaczyć. Ściskam Cię serdecznie. *) 8, Crescent, Surbiton, Surrey