Stockbridge, Mass.
12 czerwca
Kochany Mietku[1]Cały list ma charakter purnonsensowego żartu, jakie w dwudziestoleciu międzywojennym czynili sobie wzajemnie skamandryci; nie wszystkie aluzje i konteksty, zrozumiałe dla nadawców i adresata, udało się wyjaśnić.
,
Dlaczego nie zwołujesz zebrania grupy? „
Amor felix” nikomu się nie podoba i postanowiliśmy go wycofać. Przeciw jest
Tolek,
Julek i
Leszek, tylko
Horzyca mówi, że to jednak ciekawe. Kiedy głosowanie, kiedy zebranie?!
[2]Akapit napisany ręką Wierzyńskiego. Obok rysunek kieliszka.
Bardzo Ci się dziwię, że nic nie mówisz o rachunkach. Przecież już trzy miesiące, jak wydajesz
„Skamandra”W rzeczywistości pierwszy numer miesięcznika „Skamander” ukazał się w styczniu 1920 r., i nie masz tej przyzwoitości, żeby przedstawić grupie (choćby dla pozoru) jakieś cyfry (choćby zmyślone!!).
Zawistowskiemu nie dziwię się – bo wszyscy znamy jego sprawki, ale po Tobie,
drogi Mieciu, nigdy tegośmy się nie spodziewali
[3]Akapit napisany ręką Lechonia.
.
BalmontOdwiedził Warszawę w kwietniu 1927 r. na zaproszenie Polskiego PEN Clubu; na uroczystym bankiecie na jego cześć przemawiał Julian Tuwim. Anna Iwaszkiewiczowa notowała w Dziennikach 25 kwietnia 1927 r.: „Sam Balmont z rosyjską wylewnością ze wszystkimi szalenie serdeczny, choć nie wiedział, z kim gada; do Jarosława i Tolka przychodził i namawiał, żeby deklamowali "Dziady". Orkiestra rżnęła cygańskie romanse, jednym słowem szopa niebywała! Na wieczorze wczorajszym Balmont przysiadł się do mnie, gadał mi jakieś niesłychanie śmieszne w formie komplementy i twierdzę, że choć mówi po polsku, to jednak czytanych wierszy nic nie rozumiał. Wszystko to mnie tak śmieszyło, że o mało w nos mu się nie śmiałam” (A. Iwaszkiewiczowa, "Dzienniki i wspomnienia", do druku podała M. Iwaszkiewicz, oprac. P. Kądziela, Warszawa 2012, s. 170–171). Pisarz miał kilka wieczorów autorskich w Polsce. „Wiadomości Literackie” wydały numer specjalny pisma (1927, nr 17 [173]) jemu poświęcony. „Balmont – wspominał Kazimierz Wierzyński – znakomity poeta rosyjski, opowiadał mi kiedyś, że nic go tak nie podnieca jak oczy ludzkie skierowane na niego z widowni. Konstanty Dymitrowicz twierdził, że ta masowa hipnoza źrenic wprowadza go w natchnienie, gotów jest pod jej wpływem improwizować nie tylko przemówienia, ale i wiersze” (K. Wierzyński, Pamiętnik poety, oprac. P. Kądziela, Warszawa 2018, s. 289). mi mówił wczoraj, że
MorskaJarosław Iwaszkiewicz wspominał jej występy Pod Picadorem: „Centralnym numerem wieczoru była oczywiście deklamacja Marii Morskiej. Deklamatorka ta w późniejszych czasach nie cieszyła się popularnością. Rzadkość jej wstępów przed publicznością sprawiła, iż trema hamowała jej wrodzony temperament, a przy tym Morska wytworzyła sobie jakąś przykrą manierę, popełniała cały szereg błędów, jak np. ilustrowanie wypowiadanego wiersza gestami itd. W «Picadorze» jednak zapał Morskiej, a zarazem uczucie sympatii, jaką ją zewsząd otaczano, podnosiły jej interpretację. W moją pamięć wiersze wypowiadane przez nią wryły się i odtąd nie mogę słyszeć inaczej poezji, które niegdyś ona mówiła, jak tylko z jej akcentem, z jej intonacją i jej głosem. A repertuar Morskiej był nie lada jaki: "Mochnacki" Lechonia, "Cudowny klown" Banvilleʼa, "Statek pijany" Rimbauda, "Chrystus miasta" Tuwima, "Sidi Numa" Leśmiana przesuwały się kolejno, zmieniając się co tydzień. Interpretacja "Mochnackiego" i "Cudownego klowna" szczególnie utkwiła mi w pamięci” (J. Iwaszkiewicz, "Książka moich wspomnień", Poznań 2010, s. 170–171). Tadeusz Boy-Żeleński pisał w 1926 r. o Morskiej: „muza młodej poezji, znana mi dotąd jedynie z legendy. Jest mimo to w kwiecie młodości: dziś legendy tworzą się szybko. Oryginalna fizjonomia interesuje od pierwszej chwili, a utwierdza w tym zainteresowaniu głos, dziwny, w istocie wysoki, metaliczny, jakby umyślnie sztuczny. […] Dąży – mam wrażenie – do tego, aby wywołać uczucie niepokoju, aby za pomocą ciągłego fortissimo akcentu, gestu, gwałcić wrażliwość słuchaczy, nie pozwolić się jej ani na chwilę zdrzemnąć na poduszce łatwej kadencji. Są utwory, w których daje to znakomity efekt: np. "Podróż" Słonimskiego, "Garbus" Tuwima […]; w innych, jak np. w wierszu «bez tytułu» Lechonia, ta jaskrawa instrumentacja kłóci się z tekstem wzdychającym do prostoty. W każdym razie tęsknię za tym,"Pisma", t. 22: "Flirt z Melpomeną. Wieczór siódmy i ósmy", Warszawa 1964, s. 587). nie była jednak taka zła. Podobno
Briusowa także tak deklamowała. Kiedy wieczór w
T[owarzyst]wie HigiecznymPo zamknięciu kawiarni Pod Picadorem sala Warszawskiego Towarzystwa Higienicznego przy ul. Karowej 31 była miejscem, gdzie odbywały się wieczory artystyczne przyszłych skamandrytów. Od grudnia 1919 r. do marca 1924 r. odbyło się tam blisko dwadzieścia wieczorów zbiorowych lub indywidualnych.? Kup dla
Morskiej kwiaty, nie bądź świnią. Czy zapłaciłeś
Glince? Zaproś
Rzymowskiego na posiedzenie
Grupy!
[4]Akapit napisany ręką Wierzyńskiego.
Mieciu! Załatw koniecznie
Michała Gabryjela, po co ma sobie Tobą pysk wycierać. Uważam, że nie ma sensu polemizować z Radosławem
[5]Nie udało się ustalić, o kogo chodzi i czy jest to aluzja do rzeczywistej sytuacji.
.
Wil kończy
SalomkęTo złośliwy żart; kupuje stare meble zakopiańskie. Znowu musiałeś dać
Srebrzyca Wytworny Murzyn jak na meetingu. A
SłonczyńskaWspominała ją pod datą 15 maja 1923 r. w swoich "Dziennikach" Anna Iwaszkiewiczowa: „byliśmy na przyjęciu u Słonczyńskich. Zabawna dziewczyna ta Słonczyńska. Zdaje mi się, że ona rzeczywiście ma się za wielką poetkę. Zresztą byłaby miła, żeby nie to przekonanie o swej wielkości. To po prostu nieszczęście takie przejęcie się swą rolą geniusza w jakiejkolwiek dziedzinie” (A. Iwaszkiewiczowa, "Dzienniki i wspomnienia", dz. cyt., s. 32). Jarosław Iwaszkiewicz zapamiętał urządzane przez matkę poetki – Wandę z Jarockich Słonczyńską „obiady z czytaniem wierszy, na które trzeba było przychodzić we frakach i wieczorowych sukniach” (J. Iwaszkiewicz, Marginalia, Warszawa 1993, s. 63). leży od trzech miesięcy w tece.
Jan Adolf dzwonił. Powiedziałem, że jutro wrócisz z
Podkowy (z nocnikiem)
[6]Akapit napisany ręką Lechonia.
.
Rytard słaby. Gdzie
Glass? Z kim jeździła
Janka do
Salzburga? Kiedy dasz dalszy ciąg o ósmym i dziewiątym mieście
Kościeja? Dzwoń do Stefy
[7]Być może chodzi o Stefanię Kossowską, z którą Grydzewski często się kontaktował, ewentualnie o Stefanię Tuwimową, jako że list zasadniczo odwołuje się do osób z przedwojennego środowiska skupionego wokół „Skamandra”.
!
Księżyc wschodzi[8]Akapit napisany ręką Wierzyńskiego. Zakończony rysunkiem butelki.
.
Proszę Cię,
Mieciu, załatw jakoś z
Jarosławem, czy
„Elynor” jest ekspozyturą
„Skamandra”, czy nie. Mówiłem z
Kubinem, powiedział, że chętnie da pieniądze na
„Skamandra”, ale musi porozumieć się z
Fiszbinem i
Kobrynerem.
Klingslandowie mają do Ciebie pretensje, że u nich nie byłeś. Hanka Bestianello
[9]Nie udało się ustalić, kim była Hanka Bestianello; ze względu na konwencję tego listu nie można wykluczyć, że była to postać fikcyjna.
egzystuje jako poskromicielka bez pseudonimu
[10]Akapit napisany ręką Lechonia.
.
Dopisek na prawym marginesie inną ręką:
Jesteśmy tu u
kochanych Wierzyńskich.
Leopoldowstwo WellischowieInna forma zapisu nazwiska Wellisz – Leopold Wellisz i jego żona..
Dopisek na lewym marginesie ręką Jana Lechonia:
Serdeczne pozdrowienia ze słonecznej
Kalifornii.
Stefan Żeromski
Dalej dopiski i podpisy każdy innym charakterem pisma, ale wątpliwe, czy każdy inną ręką:
Jan Kasprowicz
Henrik Ibsen
Całuję Cię tamuj gdzie wiesz. Lolka
Mieciuchna! Wedla pamientarz! [!] Luźka
Nadto jeden podpis nieczytelny.